Rewal - Warczburg i indianie.
Pewnego razu wyruszyliśmy z całą rodziną samochodem na weekend do Rewala. Nasz stary Wartburg combi był idealnym pojazdem na takie wyprawy. ale niestety 20 lat temu. Ciągle coś rzęziło, stukało, jednak mimo wszelkich trudności posuwaliśmy się do przodu. Rewal był coraz bliżej. Gdy staliśmy na poboczu jezdni przy tablicy
Rewal, aby zrobić pamiątkowe zdjęcia, ktoś nawet mówił, że czuje zapach morza. Ja tam czułam ciągle zapach spalin z naszego warczyburga. Gdy podjechaliśmy na parking gościu widząc nasze tablice rejestracyjne z katowickiego i wygląd naszego auta machną ręką i powiedział, że w Rewalu turyści z tak daleka takim samochodem mają jedno parkowanie gratis.
Potem u tego samego gościa wypożyczyliśmy parawany i poszliśmy na plażę do której tak długo jechaliśmy. Piasek był wspaniały ciepły, żółciutki nie tak jak nad Balatonem nad który czasem jeździliśmy. Opalenizna już w sobotę była spora, a następnego dnia dopiekłam się na maxa. Podróż do domu już nie była taka prosta. Mimo, że warczyburg jechał nawet sprawnie to my nie wytrzymaliśmy z nasza skórą spieczoną na raka. Teraz byliśmy mądrzy po szkodzie.
Podobne teksty: